Akt kobiecy w plenerze

Witajcie moi mili w kolejnym wpisie. Ten akt kobiecy w plenerze jest uzupełnieniem tej części. Zacznę może od tego, że mam podwójny sentyment do tej sesji. Po pierwsze, dlatego że modelka dała z siebie 100 % podczas tej sesji. To naprawdę widać i każde zdjęcie jest przysłowiową petardą. Mimo tego, że (znowu to napiszę), zdjęcia czekały trochę czasu na dysku, to w ogóle się nie zestarzały. Natomiast stało się co innego…

Tego miejsca już nie ma

Wróciłam ostatnio do wykonywania plenerów. Z tego też powodu musiałam powtórnie odwiedzić miejsca, które kiedyś znalazłam i wiedziałam, że są bezpieczne. Pojechałam więc w pierwsze miejsce, a tu klops – wszystko zarośnięte tak, że nie dało się postawić stopy nie mówiąc już o rozstawieniu sprzętu fotograficznego. Drugie miejsce, to właśnie to pokazane poniżej. I tutaj się prawie załamałam. Zobaczcie, że sceneria jest naprawdę piękna – tunel, czysty jak łza strumyk, las… Słowem cudo! Możecie zresztą zobaczyć, że wykonywałam tam kilka sesji, zarówno kobiecych jak i męskich. Miejsce to nigdy mnie nie zawiodło. Nie było też tam wielkiego ryzyka spotkania przechodniów – ideał.

Rewitalizacja

Po prawie roku przerwy od plenerów niestety wiem, że do tego miejsca już nie wrócę. Las został wycięty, strumyk przypomina małe bagienko, a w niedalekiej odległości przejeżdża pociąg. Przyznam Wam szczerze, że cała ta sytuacja trochę mnie podłamała. Oczywiście, to nie jest tak, że nie mam innych miejsc. Mam i cały czas szukam nowych na właśnie taką ewentualność, tylko wiecie – to miejsce było… idealne. Co prawda z mojego, fotograficznego punktu widzenia, ale jednak.

Naszła mnie refleksja

Po powrocie do domu zaczęłam się zastanawiać nad tym i doszłam do pewnych wniosków. Wiecie, jestem fotografką i wykonuję zdjęcia, aby zatrzymać na nich czas i emocje. Miałam swoje miejsca na sesję i nie spodziewałam się, że któregoś z nich może już nie być. Szczerze mówiąc to zrobiło mi się z tego powodu smutno i zaczęłam w pamięci odgrzebywać wspomnienia z tych lokalizacji. Wtedy przyszły z pomocą właśnie te zdjęcia, ten akt kobiecy w plenerze. Kurczę, chyba złapałam się sama w pułapkę, bo od tego przecież jestem – żeby uwiecznić to, co jest ulotne. Jutro już może nie być tego miejsca, człowieka… Przypomną nam tylko o tym zdjęcia i emocje, które towarzyszyły nam podczas ich wykonywania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *